sobota, 02 grudnia 2006
pożegnianie
Wszem i wobec oficjalnie ogłaszam, iż kończę prowadzenie tego bloga. Chyba po trzech miesiącach niepisania blog się sam usuwa - takie są reguły bloxa. Odchodzę gdzie indziej - mam teraz nowiutkiego, ślicznego bloga w założeniu którego bardzo pomógł mi Krzysiek (dzięki:)). Nie zdradzam lokalizacji, bo nie piszę tego bloga dla nikogo więcej niż dla siebie.
Żegnam
środa, 29 listopada 2006
świstakowanie
A dzisiaj świstakowałam. To znaczy nie cały dzień, tylko powiedzmy od godz. 15.30 do 17-tej. Moja nowa fabryka zajmuje się sprowadzaniem herbaty z Cejlonu. Ta herbata jest tam już pakowana i dopiero wtedy trafia tutaj. Mianowicie okazało się że jeden z produktów - nasza ekskluzywna nowość ;) ROYAL w pięknej zielonej puszcze ma fabrycznie zły kod produktu, którego nie czytają nasze czytniki w supermarketach, dlategoteż zamówiliśmy naklejki z czytelnym kodem i trzeba było poprzyklejać je na wszyskie puszki. Puszek było ok. 8.000 (14 palet) i jutro ma to wyjechać już z magazynu. Więc świstakowanie polegało na wyciaganiu puszek z kartonów i nalepianiu na starym kodzie nalepki z nowym w rytnie: wyłóż-nalep-włóż. Świstak z Milki na maxa ;)
Trochę odmiany od mojej pracy za biureczkiem dobrze robi.
Dzisiaj także poprawiałam projekt opakowania nowego produktu, który ma się ukazać na rynku polskim dopiero po nowym roku. Będzie to ślicznie zielony kartonik na naszą najekskuzywniejszą herbatę - produkt dla smakoszy - herbata liściasta marki lux (dla takich prawdziwych smakoszy, którzy gardzą herbatką ekspresową w torebkach - dla nich liczy się tylko sypany liść i fusiasta herbata). Oczywiście nie muszę mówić, że właśnie na tym zarobimy kokosy ;)
Ja mam wypaczony gust - dla mnie jakać zwykła herbata z cytryną i dobrze posłodzona jest najlepsza. Nieważna jest marka - dlatego myślę, że mam wypaczony gust jeśli chodzi o herbatę.
poniedziałek, 27 listopada 2006
wypatrzona
Heh... I zostałam wypatrzona na tym blogu przez kogoś. Mimo, że już dłuuugi czas nie pisałam. Jakoś nie mam już ochoty, nie mam już motywacji... Blog mojego Krzyśka już praktycznie nie istnieje, blogi, które czytałam bluszcza i depesza są zawieszone. Normalnie recesja w blogowym środowisku ;).
A od ostatniego wpisu wiele się u mnie zmieniło - mam nową pracę, nowe środowisko, nowy światek. Tęsknię strasznie za tym co opuściłam i nie raz płułam sobie w brodę, że zrezygnowałam z tego co miałam i że wmawiałam sobie tysiące powodów że będzie lepiej. Są zawsze dwie strony medalu. Mam więcej czasu, więc mogę teoretycznie robić więcej rzeczy na które mam ochotę. W pracy siedzę za biurkiem i robię jakieś nudne rzeczy których sama nazwa jest jak flaki z olejem: robie refaktury na Cejlon od 2004, zestawienia kosztów promocji i wydatków marketingowych od 2004r, zbieram zamówienia od przedstawicieli, wystawiam faktury i jakieś inne przenudne i nieciekawe rzeczy. Na szczęście w pracy mam dość przyjazną atmosferę - moja koleżanka (dziewczyna-łoś) jest młodsza ode mnie, pan dyrektor handlowy jest starszy, ale ma strasznie zabawny charakter i stale nas rozśmiesza, zaś pana prezesa, który jest tylko 4 lata ode mnie starszy stale nie ma w biurze.Generalnie atmosfera kameralna. Zaczęłam znowu chodzić w spodniach z kantem i ubierać się w marynarki. Mam własną wizytówkę i pieczątkę:) Kupiłam nowy komputer :) - to chyba jest najfaniejsza rzecz, z której się cieszę. Nie mam już windowsa - jest tylko opensuse - więc jestem w 100% legalna. Życie wolno się toczy... Ostatnio na imieninki dostałam od Krzyśka fajną książkę - którą się zacztytuję: http://helion.pl/ksiazki/wkfire.htm, uczę się do nowego egzaminu, zmieniłam trochę upodobania muzyczne: http://www.last.fm/user/catleen , sama trochę szlifuję angielski (bo na kursach już nie było miejsc), a do W-wy jadę tylko wtedy kiedy naprawdę muszę :)
Pewnie ta sielanka nie potrwa zbyt długo, bo nie lubię jak jest w moim życiu za spokojnie ;) Mam już swoją drugą połówkę a wszystko inne może się zmieniać i wirować. Mam swoją oazę, do której mogę wracać a jeszcze tyle rzeczy w zyciu, które chcę spróbować...
C'est la vie - albo jakoś tak :)
piątek, 06 października 2006
powrót
I już dzisiaj wraca Krzysiek ;) Normalnie nie mogę się doczekać kiedy się zobaczymy - już niedługo. Już za trzy godzinki. I cały weekend będzie dla nas. ;)
czwartek, 05 października 2006
w drodze do domu
W czasie drogi do domu zrobiłam małe podsumowanie. Jeszcze jedno dodam do plusów zmiany pracy - kooooorki. Dzisiaj przez 25 minut jechałam jeden przystanek z ronda Dżochara Dudajewa do BlueCity. To wystarczyło. Poza tym znalazłam jeszcze parę plusów - zajmę się czymś nowym, czymś co zawsze chciałam spróbować, ale nie było na to czasu (na razie nie zdradzę o co chodzi, by nie zapeszać), planuję także poprawić mój angielski - chyba cyfra+ miała w swoim pakiecie opcję wyłączenia lektora i napisów w filmach i można było obejrzeć coś ciekawego w oryginale. Poza tym mam już płytki z programem do nauki języka i słuchawki z mikrofonem. Poszukam też czegoś lekkiego na półce z książkami po angielsku w empiku. Jutro mam wolne - za sobotę w pracy. Miałam iść do nowej fabryki, ale otrzymałam informację, że jeszcze mnie nie chcą teraz, tylko od poniedziałku. Więc jutro wolne. :)
Always look at the bright side of life ;)
Przecież są i pozytywne strony życia... Mimo, że nie ma ukochanego, to mój ostatni dzień w firmie, w której nie było mi źle, rozstaje się z ludźmi, których twarze widziałam przez ponad pół roku prawie codziennie, boli mnie głowa, wychodzę z pracy późno i na pewno nie zdążę na właściwy pociąg to i tak nie mam źle w życiu. Teraz będę się wysypiała, poświęcała więcej czasu na tzw. pierdółki, które umilają życie - śniadanie w domku zjedzone bez pośpiechu, poranna kawa z mlekiem itp. itd. Zajmę się czymś, na co nie miałam ostanio czasu a co niezmiernie lubię - nauka angielskiego i niemieckiego, odświeżenie kolekcji ubrań na zimę, dbanie o urodę - nowe kosmetyki, spotkania w avonie, wypróbowywanie nowych kremów, balsamów..., znowu do pracy bedę ubierała się elegancko, poświęcę więcej czasu na szkolenie mojego psa - bo jest coraz bardziej nieznośna; przeczytam książki, które od dłuższego czasu odkładałam (swoją drogą zauważyłam, że niemal masochistyczną przyjemność czerpię czytając książki informatyczne, ale w tej chwili mówią o innych niż informatyczne), posiedzę przy kompie eksperymentując z programami, których producentem jest inna firma niż MS, poeksperymentuję w kuchni robiąc jakieś potrawy z mojej ulubionej gazetki o kulinariach (oczywiście tą rzecz wykonuje się najprzyjemniej razem z ukochanym ;)) i ogólnie będę prowadziła spokojne życie zapuszczając się do stolicy tylko wtedy kiedy zajdzie taka potrzeba (czyli rzadko), a nie codziennie. I tak... ciekawe czy długo tak wytrzymam ;)
Dzisiaj ostatni dzień w LB... Trochę mi smutno, bo usłyszałam wiele pozytywnych stron od wszystkich, z którymi współpracowałam. Usłyszałam, jakim to dobrym pracownikiem jestem, że jak mi nie pójdzie w nowym miejscu mam natychmiast zawiadomić LB a oni już na mnie czekają. Poza tym jeśli chodzi o referencje, to nie ma problemu... Ech... naprawdę jest mi smutno odchodzić. I w ogóle mi jakoś smutno dzisiaj... a Krzysiek jest gdzieś tam hen, hen w dalekim Tarnobrzegu. Po prostu stęskniłam się i marzę o tym, by się przytulić do niego i dostać słodkiego całuska... Chcę, żeby jak najszybciej było jutro i będziemy mogli się zobaczyć.
wtorek, 03 października 2006
Grrr...
Ja nie mogę... Ktoś skopał nową kontrolkę WGA do sprawdzania autentyczności i teraz wszystkie MOLP-y raportowane są jako nieoryginalne. I co? to ja muszę się tłumaczyć. A w ogóle to nie wolno do mnie dzisiaj podchodzić, bo gryzę. (zespół PMS)
poniedziałek, 02 października 2006
I już...
I już w piątek przechodze do nowej firmy. Jednak łatwo poszło ;)
niedziela, 01 października 2006
Zmiany
I chyba za spokojnie było w moim zyciu... Chyba potrzebowałam zmiany... i zmiana nadeszła. Całkiem niespodziewanie i przypadkowo. Chodzi o pracę. Gdyby nie to, że nusio szuka pracy i kupuje wyborczą nie znalazłabym ogłoszenia z firmy oddalonej ode mnie kilka ulic. Mianowicie firma poszukiwała pracownika do biura ze znajomością angielskiego płynnie w mowie i piśmie, Corela i pakietu Office. Po prostu bardziej dla zabawy wysłałam CV. Zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną, na którą poszłam. Oczywiście przedstawiłam się w samych superlatywach, a nadto jako wynagrodzenie zażądałam kwoty jaką obecnie dostaję w LB. Nie miałam żadnych złudzeń, że moja oferta zostanie tak pozytywnie przyjęta. Zostałam poinformowana, że zapraszają mnie na drugi etap rozmowy, podczas której dowiedziałam się, że bardzo przypadłam do gustu a moja oferta zwyciężyła ze wszystkich złożonych. Są zachwyceni, przyjmują moje warunki i pytają się od kiedy mogę przyjsć do pracy. ;) Oczywiście umowa o pracę na stałe, świadczenia i inne "included". Ogólnie czym będę się zajmowała - szeroko rozumiane prowadzenie biura firmy razem z jeszcze jedną dziewczyną (w podobnym wieku). Szefostwo wydaje się być bardzo sympatyczne a atmosfera w firmie jest bardzo przyjazna. Czasami trzeba będzie porozumiewać się z ludźmi ze Sri Lanki po angielsku - mam świadomość, że angielski nie jest ich ojczystym językiem, ale na pewno będę potrafiła się z nimi porozumieć. Corel potrzebny będzie do drobnej korekty projetów, a office do prowadzenia dokumentacji. Czuję, że jak najbardziej będę w stanie podołac nowym obowiązkom. ;) Jest tylko problem jak odejść z LB? Jutro czeka mnie na ten temat rozmowa z szefową. I mam wyrzuty sumienia, że zostawiam chłopaków w trudnej chwili - Daniel w hotline, Rafał na L4, Krzysiek wybiera si na urlop. Zostanie tylko Robert i Paweł - a pracy bardzo dużo. Będzie dobrze... :)
|
|